Project Life zachwyca ludzi na całym świecie, Polski również nie ominął ten trend. Kieszonkują nie tylko rękodzielnicy ale i osoby zupełnie nie związane z naszym światem. Ludzie którzy chcą dokumentować życie, czyli to co scrapbooking powinien robić!
Niezaplanowany początek
Na początku zeszłego roku zakochałam się w przepięknych stronach Project Life i przepadłam – nakupiłam kart, koszulek i jeszcze więcej dodatków. Oczywiście ambitnie podeszłam do tematu i kupiłam od razu album. Wszystko w wielkości 30×30! Jeśli chodzi o typowy scrapbooking to w swoim życiu stworzyłam może z 10 layout`ów. Ambitne z mojej strony było również prowadzenie rozkładówek co tydzień. Co z tego wynikło? Nie trudno się domyślić że zapał uległ samozniszczeniu po niecałym miesiącu – ciągnęłam to jednak jeszcze bardzo długo, no bo przecież „wszyscy to teraz robią i wszystkim się to podoba – więc i mi się w końcu spodoba!”. Nie spodobało. Rzuciłam mój album po niecałych 3 miesiącach marnych prób.
Jakie błędy popełniłam?
Pierwszym moim błędem było zakupienie największego albumu! Rzuciłam się z kosą na kamień. Skoro w całym swoim życiu nie pociągały mnie duże formy (scrapy) i sprawiały mi wiele trudności z zagospodarowaniem tak dużej przestrzeni, to dlaczego swoją przygodę z Project Life rozpoczęłam największym kalibrem? Na to pytanie ciągle szukam odpowiedzi. Najprawdopodobniej naoglądawszy się przepięknych rozkładówek innych dziewczyn – myślałam że też tak potrafię – na takiej dużej powierzchni.
Kolejnym błędem był zakup ogromnej ilości kart, które po jakimś czasie mi się znudziły. Dotarło do mnie że kupiłam je tylko dlatego że były dostępne w sklepie i wyglądały „dość dobrze”. Oczywiście wszystkie karty do Project Life są cudowne! Ale nie każdy potrafi tworzyć we wszystkich stylach. Źle dobrane karty do naszej estetyki to najgorsze co może się przytrafić u początkującego kieszonkowca. Druga sprawa związana z kartami jest taka że w pudełku jest miliard kart i powtarzają się miliard razy. Zatem warto przed zakupem dogadać się z koleżanką i kupić pakiet na pół. W ten sposób możecie mieć więcej rodzai kart w przystępnej cenie.
Ostatnim błędem było zmuszanie się do tworzenia co tydzień! Jedna z gorszych rzeczy w rękodziele to zmuszanie się do czegoś. Nawet jak nie miałam, o czym robić rozkładówki, to na szybko robiłam jakieś fotki i definitywnie oszukiwałam – kogo? Samą siebie. A przecież można tworzyć strony tylko wtedy gdy zrobimy jakieś fajne zdjęcie albo gdy chcemy uwiecznić jakiś moment naszego życia.
Jak przeprosiłam się z Project Life?
Pod koniec zeszłego roku, gdy myślałam że nasze drogi definitywnie rozejdą się w różne strony świata, dzięki kilku wspaniałym osobom, postanowiłam dać kieszonkom jeszcze jedną szansę. Zabrałam się za to tak:
- Kupiłam album 6×8 cali!!
- Kupiłam, macając na żywo, zestaw kart które skradły moje serce.
- Obiecałam sobie dokumentować życie tylko wtedy gdy naprawdę tego chcę.
I wiecie co? Mam już pierwsze rozkładówki z tego roku i nie mogę doczekać się następnych! Wręcz czasem siedzę i mam ochotę poczynić jeszcze kilka – tyle tylko, że nie mam już z czego!
Napiszcie proszę czy tworzycie swoje albumy Project Life i jak wyglądała Wasza przygoda z kieszonkowaniem?





Ja dopiero zaczynam, ale nie kupiłam albumu. Postawiłam na koszulki i karty, wielkość 30×30. Dokumentuje co tydzień, na razie to dla mnie ogromną frajda, dopiero się uczę i wiele błędów pewnie popełniam. To pierwsze strony. https://uploads.disquscdn.com/images/b96bc1c025bd1e700ec386643626ba8595c626a5ebcf6bc32423dc9ec5e0a2a5.jpg
Oczywiście jedna strona jest tu robocza, w trakcie pracy:)
Ale piękne! Zaczęłaś z przytupem 😀 bardzo fajnie <3
Jej dziękuję za takie miłe słowa, nawet się nie spodziewałam 🙂
Zdecydowana zmiana na plus! Kiedy pierwszy raz spotkałam się z PL pomyślałam „wow, to fajne, ale ja nie będę tego raczej robić”. Hm, efekty mojego „jednak-robienia” wrzucam na bloga 😉 Do rozmiaru albumu podeszłam logicznie – nie robię wielu zdjęć, nie biorę się za największy. Teraz czasem brakuje mi tego większego formaty, bo się rozpędziłam z robieniem zdjęć w ciągu roku 😉 Dłubię go sobie pomalutku, nie przejmując się zaległościami 🙂
I to jest odpowiednia kolejność, od mniejszego do największego 🙂 Ja rzuciłam się z kosą na kamień ;p
Chyba jednak z motyką na słońce, z kosą na kamień ma inne znaczenie! 🙂